Futurystyczna wizja Indii w „Rzece bogów” Iana McDonalda odświeżająco rozgrywa motywy znane z fantastyki i cyberpunku
Mogłoby się zdawać, że miejsce takie jak Indie – z całym swoim bogactwem i kolorytem: hinduskim mistycyzmem, kulturowym tyglem, ścieraniem się tradycji z nowoczesnością – stanowi dla pisarzy fantastycznych idealny temat. A jednak tak nie jest. Literatura SF niechętnie opuszcza Europę czy Stany Zjednoczone (wyjątek robiąc może dla Japonii) i choćby dlatego proza McDonalda wydaje się oryginalna. Wędrówki na inne kontytenty zdarzają się temu twórcy zresztą nie po raz pierwszy: wydana u nas kilka lat temu „Chaga” dzieje się w Afryce, a wielokrotnie nagradzana powieść „Brasyl” w Ameryce Południowej.
„Rzeka bogów” – wielowątkowa, fascynująca podróż do Indii przyszłości – opowiada symultanicznie dzieje kilkunastu postaci: polityków, naukowców, członków służb specjalnych, dziennikarzy, gangsterów i żyjących na marginesie przedstawicieli trzeciej płci. McDonald łączy ich losy w skomplikowanej intrydze, której rozwiązanie może mieć znaczenie nie tylko dla Indii, ale też dla całej ludzkości. Całość – jak na tego rodzaju prozę przystało – rzucona jest na tło dynamicznych przemian politycznych i społecznych oraz nadciągającego w sposób nieunikniony konfliktu zbrojnego. Ale rzecz nie tylko w dopracowanej narracji – „Rzeka bogów” jest ciekawa również od strony technologicznej i naukowej. Być może pomysły w niej zawarte nie są szczególnie oryginalne, ale nabierają często nowego znaczenia, osadzone na orientalnym gruncie. Mamy więc przede wszystkim wysoko rozwiniętą inżynierię genetyczną oraz nanotechnologię i robotykę, dzięki którym możliwe jest tworzenie braminów (nazwa najwyższej kasty) – czyli ludzi doskonałych, obdarzonych wielką inteligencją, nieobciążonych zaś żadnymi chorobami. Mieć dziecko bramina to marzenie każdej rodziny, ale możliwe do realizacji tylko dla najbogatszych. Pisarz na nowo definiuje również trzecią płeć. To już nie hidźra, tylko neutko – zmodyfikowani ludzie, pozbawieni seksualnej tożsamości, umiejący sterować odczuciami za pomocą umieszczonych w ciele interfejsów.
W tej wizji kryje się przestroga. Pędzący jak meteor postęp techniczny łatwo może się wyrwać spod kontroli i stać się zagrożeniem dla ludzi. W „Rzece bogów” wróg objawia się pod postacią wysoko rozwiniętej sztucznej inteligencji. Pozbawione uczuć i emocji samowystarczalne programy, które do swojego funkcjonowania nie potrzebują człowieka, bezwzględnie dążą do przejęcia władzy. Padają tu fundamentalne pytania: Czy możemy pozwolić technologii dominować nad naszym życiem? Jaki jest sens wiary w wynalazki, które rzekomo mają nam pomóc uczynić życie lepszym? A może w rzeczywistości czynią nas one coraz słabszymi, niezdolnymi do samodzielnego życia? Gdzie leży granica, za którą – zamiast zyskiwać wolność – zaczynamy ją tracić?
Literacko „Rzeka bogów” plasuje się gdzieś między cyberpunkiem a klasycznym science fiction. Pojawiają się tu liczne tropy i nawiązania choćby do „Neuromancera” Williama Gibsona, japońskiej mangi „Ghost in the Shell” i słynnej powieści Philipa K. Dicka „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?”. Gdyby indyjski przemysł filmowy zapragnął mieć w swoim dorobku dzieło na miarę „Matriksa” braci Wachowskich, to któryś z reżyserów powinien podjąć się adaptacji „Rzeki bogów” Iana McDonalda, choć rzecz to niełatwa w konsumpcji – wymaga od czytelnika skupienia, uwagi i cierpliwości. Gdy wejść na dobre w jej świat, urzeka epickim rozmachem i bogactwem autorskiej wyobraźni.
Tekst opublikowany w dodatku “Kultura” do “Dziennika Gazety Prawnej” z dnia 26 lutego 2010 r.
0 Odpowiedzi do “Bramini przyszłości”