Cienki koń trojański. Mało waży…

ILE WAŻY KOŃ TROJAŃSKI

Jak wielu uwielbiam stare komedie Juliusza Machulskiego. “King Sajz”, “Vabank 1&2″, “Deja Vu”, “Seksmisja”… Mam natomiast duży problem z tym co robi ten pan ostatnio. “Girl Guide” z Pawłem Kukizem nie powinien nigdy ujrzeć światła dziennego. Fakt, że ten film dostał nagrodę na festiwalu w Gdynii  to wydarzenie z gatunku science-fiction. “Kiler” – wielki hit, dla niektórych podobno kultowy, dla mnie był bardzo średni i nierówny. Lepsza już była jego druga część, o której spokojnie można powiedzieć, że to przyzwoita komedia z bardzo dobrymi momentami. Potem sobie tego reżysera odpuściłem. W dużej mierze spowodowane to było ogólnym bojkotem polskiego kina (gwoździem do trumny były “Pręgi” pani Piekorz z “Misiem” Żebrowskim w głównej roli).

Na “Ile waży koń trojański?” poszedłem troszkę z przypadku. Mieliśmy iść na “Happy-go-lucky”, ale już tego dnia nie grali tego w żadnym kinie. Oferta filmowa była bardzo uboga, więc po długiej dyskusji czy warto (to komedia, peerel, Machulski, to śmieszne, nic innego nie grają…) dałem się namówić.

Bohaterką jest Zosia (Ilona Ostrowska), która w dniu swoich 40 urodzin przypadających na ostatni dzień 1999 roku robi sobie podsumowanie. I tak średnio jest zadowolona mimo, że kocha swojego drugiego męża (ze wzajemnością), ma wspaniałą córkę… Wolałaby, żeby było inaczej. Żeby to szczęście przyszło wcześniej, żeby nie było pierwszego małżeństwa, żeby nie zmarła jej babcia itd. itp. Stoi przed lustrem w sukience sprzed 12 lat i duma. Nagle bum, trach, bach bach… Światło gaśnie. Zosia budzi się 12 lat wcześniej. W PRLu…

Machulskiemu dobrze udało się oddać klimat lat 80. Konwencja peerelowska jest dosyć wdzięcznym tematem i ciężko się na nim wyłożyć. Niektóre gagi są naprawdę zabawne (tj. pojawienie się młodego Donalda Tuska czy małego Roberta Kubicy), inne mniej, ale generalnie nie jest źle. Stroje, zwyczaje, muzyka… Zdecydowanie gorzej mają się sprawy z teraźniejszością. Wspomniana końcówka lat 90. jest dramatycznie zła – aktorstwo w wykonaniu Ilony Ostrowskiej i jej aktualnego męża Kuby (Macieja Marczewskiego) poziomem jest zbliżone do marnych serialowych produkcji (nota bene wspomniana Ostrowska na serialach przecież wypłynęła, człowieka o nazwisku Marczewski widziałem na oczy po raz pierwszy i oglądać więcej już nie chcę). Denne i bezpłciowe. W “przeszłości” sytuację ratuje świetna Maja Ostaszewska i przezabawny Robert Więckiewicz w roli pierwszego męża Zosi i kilka postaci epizodycznych (jak np. Weronika Książkiewicz jako sąsiadka-tandeciara).

Niestety jednak dobrze oddane realia PRLu nie ratują filmu. Co z tego, że są jeśli jako całość to wszystko zupełnie się nie broni? Szkoda naprawdę wydawać pieniądze na bilet do kina, żeby zobaczyć tylko połowę filmu (która na domiar złego stanowi jego środek). Historia, którą opowiada Machulski jest mocno naciągana, ma koszmarnie złe zakończenie, nie trzyma się kupy.

Ale publiczność chyba nie jest aż tak wymagająca i krytyczna jak ja. Film odniósł sukces, dużo osób widziało go w kinie, pojawia się trochę pozytywnych opinii. Kasa wpłynęła, wtopy nie ma. A czy film zły czy dobry to już nie ma znaczenia.

Dodaj komentarz