Subiektywne podsumowanie roku 2008

PODSUMOWANIE 2008

Podsumowania roku są wszędzie. Nie tylko kulturalne. Polityczne, gospodarcze, sportowe i … Zastanawiałem się czy samemu czegoś takiego nie popełnić. W sumie nigdy tego nie robiłem. Spróbować można. Oczywiście podsumowywać będę tylko wydarzenia z szeroko pojętej kultury. Reszta kwestii nie wydaje mi się na tyle ciekawa, żebym poświęcał im miejsce. Szkoda kilobajtów transferu na blogu.

To podsumowanie planuję zrobić po swojemu. To znaczy nie będzie to wyliczanka rzeczy, które pojawiły się, wydarzyły się w 2008 r. i należy na nie zwrócić uwagę. Będzie nieco inaczej. To znaczy również zrobię tu wyliczankę, ale obejmować ona będzie zagadnienia, które mnie zaabsorbowały w 2008 r. Co znaczy mniej więcej tyle, że jeśli widziałem w tym roku film z 1945 r., który uważam za godny wymienienia to go wymienię. Akurat takowego nie było, ale to tylko przykład. Aha i jeszcze jedno. Nie o wszystkim pisałem na swoim blogu…  Bo nie było weny czy czasu. Jeśli była jakakolwiek notka na ten temat to zaznaczyłem hasła, które są odsyłaczami do wpisów szerzej traktujących o danej rzeczy.

MUZYKA

Chyba najważniejszym wydarzeniem muzycznym był dla mnie sierpniowy koncert Neurosis. Zdecydowanie najlepszy na jakim byłem w ciągu kilkunastu lat chodzenia na koncerty.  Pamiętam głosy przed koncertem, że to źle, że w Stodole, bo będzie kiepsko brzmiało, że tam jest słabo itp. Amerykanie udowodnili, że nie ważne jest gdzie, ale ważne kto. Tak dobrze nagłośnionego koncertu Stodoła chyba dawno nie miała i długo mieć nie będzie. 200% profesjonalizmu, a może i więcej? Z koncertowych ciekawostek chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na występ Jay’a-Z na Heinekenie, który to zaliczam to największych zaskoczeń. Trzeba przyznać, że po tym panu nie spodziewałem się tak energetycznego i udanego show.  Od razu, jak jesteśmy w temacie występów na żywo napiszę o tym co mi się nie podobało. Rozczarował mnie warszawski koncert IAMX w Proximie. Nastawiałem się na magiczne doznania, unikalny klimat, a było efekciarsko. Do tego koszmarnie to brzmiało – akustyk powinien stracić po tym koncercie pracę. Duży minus należy się też organizatorom festiwalu Heineken Open’er, którzy wyraźnie nie podołali zadaniu w tym roku. Ich niedopatrzenia były przyczyną złych wspomnień z festiwalu, które opisałem w notce (link przy Jay’u-Z).

Płytowo sprawy mają się następująco. Odkryciem roku w Polsce jest dla mnie wrocławski artysta L.U.C - jestem powalony jego dwoma płytami: solową “Planet LUC” i nagraną w duecie z Rahimem “Homoxymoronomatura”. Moim zdaniem to bardzo obiecujący, utalentowany muzyk, który jeszcze pewnie nie raz zaskoczy wszystkich swoją twórczością. W podsumowaniach 2008 r. znacznie więcej miejsca poświęca się rodzinie Waglewskich niż jemu. Osobiście uważam to za błąd wynikający z dobrego marketingu wspomnianych. Z światowych odkryć nie mogę nie wspomnieć zespołu Cyanotic, industrialnej torpedy, która powaliła mnie na kolana dwoma płytami “Transhuman 2.0″ i “Prehab 25mg”. Cieszy mnie też, że odkryłem twórczość Einar’a Örn ‘aBenediktsson’a i jego projekt Ghostigital. Przy rozczarowaniu nie będę oryginalny. Powrót Metaliki, wbrew ogólnemu zachwytowi, dla mnie jest porażką roku.

Bardzo ważnym, ale niestety smutnym, wydarzeniem mijającego roku jest śmierć Aleksandra “Olassa” Mendyka. Nagła, zaskakująca i zbyt wczesna. [*]

Nie jest to odkrycie ani muzyczne ani filmowe, ale kulturalne bez wątpienia. Jednym z pretendentów do tytułu arysty roku jest także kanadyjczyk Jon Lajoie – genialny komik, który swoim brakiem poprawności politycznej urzekł już setki tysięcy ludzi na całym świecie.

FILM

Do kina za wiele w tym roku nie chodziłem. Może i było na co, ale czasu brakowało. Niekiedy też funduszy. Z rzeczy obejrzanych na dużym ekranie i na DVD zdecydowanie na pierwszym miejscu stawiam film dokumentalny Wernera Herzoga “Spotkania na krańcach świata”. Niezłym kopem w twarz był dla mnie też rosyjski “Ładunek 200″. Mocne, bezkompromisowe kino. Na naszym podwórku pozytywnie zaskoczyła mnie Małgorzata Szumowska ze swoimi “33 scenami z życia”. Takiego kina w Polsce nikt do tej pory nie robił. Dobre, ambitne i bez kompleksów.

Cieszy mnie, że na DVD wychodzi tak dużo dobrych rzeczy. Mniej cieszą ceny, ale ważne, że jest. Ostatnio w Empiku widziałem “Za chwilę dalszy ciąg programu”, “Oczywiście”Blink wreszcie wydał “Tony’ego Takitani” – japoński film na podstawie prozy Murakamiego, który widziałem w 2005 r. na festiwalu Era Nowe Horyzonty, jeszcze wtedy w Cieszynie.

KSIĄŻKI

Generalnie to jestem bardzo zadowolony z tego, że dużo czytam. Miałem z tym problem przez ostatnie kilka lat, ale w zeszłym roku się odblokowałem. Mam nadzieję, że tak mi zostanie, bo jest co czytać. W domu mam całe półki nieprzeczytanych tytułów, które czekają na swoją kolej. W tym roku bardzo duże wrażenie zrobił na mnie kryminał “Zmierzch” Johana Theorina – mało jest pozycji z tak niesamowitym klimatem. Ale książką roku jest bez wątpienia “Kraina wódki” Mo Yana – jedna z najbardziej chorych jakie kiedykolwiek czytałem.Na bełt roku zasłużył sobie pan Andrzej Ziemiański.

OCZEKIWANIA NA 2009

Skrótowo. Pożądam nowej płyty Neurosis, jakiegoś projektu Mike’a Pattona, Front Line Assembly. Koncertowo miło by było zobaczyć na żywo Radiohead, szykuję się na Depeche Mode. I jeśli to prawda, a są takie plotki, to na pewno pojadę na reaktywowane Faith No More (mimo, że nie chciałbym, żeby się panowie zeszli i grali koncerty. Wiem, że to dziwne, ale to kwestia na osobny wpis, który być może popełnię).  Filmowo wiem, że nie powinno być źle – będzie nowy Almodovar, fajnie by było zobaczyć coś Aronofskiego. Z ciekawością będę obserwować rynek DVD. Pewnie będzie dobrze, ale fajnie by było gdyby wreszcie ktoś w Polsce wydał: “9 żywotów Tomasza Katza”, “Jestem cyborgiem, ale to jest OK”, “Klątwę doliny węży”… Wobec siebie mam kulturalne oczekiwanie na początek prac nad projektem związanym z Hortensjuszem Wódką. Oby ruszyło to wreszcie z miejsca.

[24.12.2008 - update] Trzeba przyznać, że dałem plamę w temacie FILM. Nie wspomniałem o dwóch bardzo ważnych premierach. To “Motyl i skafander” -wspaniały film, opowieść człowieka, który przeżył bardzo poważny wypadek. Na skutek obrażeń doznaje paraliżu i jedyną formą w jaki może kontaktować się ze światem to mruganie okiem. Tematyka trudna, ale podana w sposób wolny od pretensjonalności, żewności i naiwnego moralizatorstwa. Drugi “zapomniany” przeze mnie tytuł to arcydzieło braci Coen czyli “To nie jest kraj dla starych ludzi”. Brudne, lepkie i brutalne, a jednocześnie bardzo stonowane i oszczędne kino z genialnymi Javierem Bardem’em i Joshem Brolinem.

Dodaj komentarz