Chaotyczny bałagan czyli nieporuszony banał

NIERUCHOMY PORUSZYCIEL

Dwa dni temu byłem na przedpremierowym pokazie “Nieruchomego poruszyciela” – obrazu, który “budzi kontrowersje”, “prowokuje dyskusje” czy nawet “w brutalny sposób zwraca uwagę na ważne problemy”. Jednocześnie jest to “kino autystyczne” i “pokaz megalomanii”. Całe mnóstwo skrajnych opinii – czyli po prostu bardzo dobry marketing. Bo pewnie wielu się znajdzie takich jak ja, którzy w obliczu tak rozbieżnych ocen postanowią samemu sprawdzić o co chodzi z tym “Nieruchomym poruszycielem”.

Małe miasteczko. Każdy każdego zna, każdy o każdym wszystko wie. Generał (Jan Frycz) jest dyrektorem huty szkła. “Generał” dlatego, że trzęsie okolicą. Wszyscy się go boją i się z nim liczą. Jest potworem, który może zniszczyć każdego. Nie warto z nim zadzierać. W fabryce pracuje Teresa (Marieta Żukowska). Jest taką małomiasteczkową femme fatale, o której mówią, że spała z każdym. Generał wdaje się z nią w romans. Relacje dziwną, od początku chorą, opartą na przemocy i poniżeniu. Generał zmusza ją do seksu z nim, a także z innymi pracownikami huty. Od Teresy odchodzi mąż, który nie może sobie poradzić z łatką “rogacza”. W życiu Teresy pojawia się Robert, który jest jej “promykiem” nadziei na wyrwanie się z tego błędnego koła… Ona sama jest osobowością masochistyczną. Niby chce uciec i wyrwać się z tego wszystkiego, z drugiej strony jednak znajduje jakąś perwersyjną przyjemność w tkwieniu w tym chorym układzie…

To tak w skrócie o fabule. W sumie to jest ona dość prosta. Zaszczuta dziewczyna, która nie umie nic robić, ze strachu przed utratą pracy poddaje się spirali gwałtu i przemocy. Niezależnie od tematu jaki film porusza to należy nawet podkreślić, że ta historia jest banalna. W wielu recenzjach (tych pochlebnych) czytam, że tu fabuły nie ma, że jest ona nieuchwytna… Nie mogę się z tym zgodzić. Jeśli oczyści się “Nieruchomego poruszyciela” ze wszystkich ozdóbek, które podoczepiał do niego Łukasz Barczyk bardzo łatwo jest dostrzec tę historię. Twórca chciał jednak pokazać ją inaczej. Zastosował sporo środków, “upiększaczy”, które miały sprawić, żeby filmowa opowieść jawiła się jak narkotyczny sen, fantasmagoria, koszmar, w którym sens i znaczenie są gdzieś głęboko ukryte. Nadekspresja, teatralność, operowanie kontrastami pomiędzy obrazem i muzyką… Zderzenie powagi z kiczem.

Powtórzę za każdym recenzentem – Barczyk chciał być Davidem Lynchem. Ale mu nie wyszło. Dlaczego? Chyba głównie poprzez brak konsekwencji. Odniosłem wrażenie, że wielokrotnie nie mógł się zdecydować, nie wiedział, w którą stronę to “pociągnąć”. Efekt tego jest taki, że wyszło to wszystko mocno poszarpane, niespójne i chaotyczne. Gdyby całość filmu została zrealizowana na zasadzie totalnego przerysowania, nadekspresji i teatralności, z bardziej agresywną sugestywną ścieżką dźwiękową, nieco innym montażem to mogłoby wyjść z tego dzieło naprawdę ciekawe. Bo ten film ma dobre momenty.

W przypadku kina artystycznego wszystko zawsze można tłumaczyć „wizją twórcy”. Brak zrozumienia ze strony widza jego „ignorancją”, „mało wyszukanym gustem”, „prostym systemem myślenia i postrzegania” etc. I tak może być w przypadku tego filmu. Narobiono wokół niego mnóstwo szumu, a teraz wszystkie głosy na nie zostaną skazane na taką ocenę. Krytykom nieprzychylnym obrazowi Barczyka doczepi się łatkę „złośliwych”, „głupich” czy „nadętych”.

Mam problem z oceną tego filmu. Bo nie jestem nim ani zachwycony ani zniesmaczony. Raczej uważam, że to zmarnowany, bardzo niedopracowany pomysł. Szkoda.

NIERUCHOMY PORUSZYCIEL

NIERUCHOMY PORUSZYCIEL

NIERUCHOMY PORUSZYCIEL

NIERUCHOMY PORUSZYCIEL

Dodaj komentarz