12 razy na tak! A nawet 12 do potęgi 12!

12 małpWstyd się przyznawać do takich rzeczy. Ale ja jeszcze sporo mam tego typu filmowych zaległości. Dopiero teraz obejrzałem film Terry’ego Gilliama “12 małp”. Odpuściłem sobie mecz… Bo co to za oglądanie samemu, a poza tym to Hiszpania i Włochy, więc pewnie będzie nuda (sprawdziłem… trwa właśnie dogrywka… Jest cały czas 0:0, może pójdę obejrzeć rzuty karne? Podobno nieźle grają tylko bramkarze to jacyś mega zamiatacze i bronią każdą sytuację). Streszczać filmu mi się nie chce zbytnio. Ale generalnie mamy głównego bohatera – James Cole (genialny Bruce Willis), który przenosi się w czasie. Musi odrkyć przyczyny wielkiej katastrofy, która była powodem śmierci 5 miliardów ludzi. Musi znaleźć odpowiedź na pytanie – skąd wziął się wirus, który dokonał takich zniszczeń… Akcja toczy się w dwóch równoległych światach, do tego dochodzi wątek psychiatryczny, który umiejętnie wprowadza zamęt – gość rzeczywiście jest z przyszłości czy ma urojenia? Do tego mamy Brada Pitta w fenomenalnej roli szurniętego bojownika-ekologa z armii 12 małp… Jest nawet wątek romansowy!

Scenariusz wybitny. Sposób poprowadzenia akcji, dążenia do finału – tylko wybitni reżyserzy mogą tak bawić się z widzem, tak go zwodzić, dawać i zabierać nadzieję na inny rozwój przypadków. Samego finału w sumie się domyśliłem, wydawał mi się prawdopodobny tylko ze względu na osobę reżysera. Każdy inny “topowy dajrector z Hollywood” zrobiłby z tego rzewną historyjkę. Spoilerować nie chcę (chyba ktoś tego bloga czyta, może akurat czyta go ktoś kto filmu nie widział, więc nie chcę, żeby potem były pretensje).

Otwarte zakończenie, mnóstwo pytań… Jest co analizować i do czego wracać.

Nie można nie wspomnieć, że to rarytas dla wszystkich, którzy kochają inny film Gilliama czyli “Brazil”. Bo “12 małp” utrzymane jest w bardzo podobnym, posępnym i mrocznym klimacie. Ex-Python chyba najlepiej czuje się w takich apokaliptycznych klimatach. Po raz kolejny spod jego ręki wyszło arcydzieło.

Terry Gilliam powinen dostac od rodziny Philipa K. Dicka wyłączność na ekranizację dzieł mistrza sf. Nie żaden Spielberg, Ridley Scott. Choć nie zrobił żadnej ekranizacji to w jego filmach czuć dokładnie ten Dickowski duch pytań o to co jest rzeczywiste, a co fałszywe, dokąd zmierza ludzkość, co będzie się z nami działo.

P.S. Poszedłem obejrzeć karne. Nigdy nie lubiłem Włochów. Przegrali!!! Hiszpania w półfinałach!

Dodaj komentarz