Nie wiem co czytać…
Skończyłem właśnie “Piątą kobietę” Mankella. Genialna lektura. Szwed nie zawodzi. Z Wallanderów mam w domu jeszcze tylko ostatnią część – “Zaporę”. Nie chcę sobie psuć pozostałych, których nie czytałem, więc na razie odstawiam… I teraz pytanie co przeczytać? Zrobiłem podejście do Marininy… Ale chyba na przygody rosyjskiej milicjantki nie mam w tej chwili ochoty. Próbowałem z “Tańczącym trumniarzem” Deavera, ale za bardzo mi to przypomina fast food. Poza tym detektyw, który ma prowadzić śledztwo jest sparaliżowany. Jego zdolności ruchowe są niewiele większe od tego co potrafi Stephen Hawking. Chyba na razie nie jestem “gotowy”… Przekładam książkę za książką, dużo tego, a mimo wszystko nie wiem za co się zabrać. Murakami? Pielewin? Coben? Mendoza? Zajdel? A może Cormac McCarthy? Od kilku miesięcy leży też na półce “Lód” Dukaja… Ponad 1000 stron. Ostatnio zauważyłem, że fakt <<przeczytania “Lodu”>> dla niektórych jest powodem do brylowania w towarzystwie… Więc może ja też powinienem? Tak, żeby bardziej być na czasie?