Wkręcający marmurowy dom

Opublikowane w KLIPY, MUZYKA tagi , , , , , , , , 21/05/2009 przez: noktowizor

Czasem człowiek tak ma, że coś mu się “wkręci” i łazi za nim długo nie dając spokoju. Ja ostatnio tak mam z zespołem The Knife i piosenką z jego płyty “Silent Shout”“Marble House”. To genialny, “absolutnie absolutny” kawałek. Narkotyczny, hipnotyczny… Wsysający. Totalny. Niepowtarzalny. Klimatyczny… Lista przymiotników, które mogłyby go opisać jest długa, a i tak nie odda w pełni nastroju i charakteru tego utworu.

Powstały 2 niesamowite wersje teledysku. Zdecydownie wolę odsłonę aktorską, ale animowana też ma niesamowity klimat. Znalazłem też wersję live. Na pewno jestem wśród tych, którzy chcieliby taki koncert przeżyć. Na występ The Knife na razie chyba nie ma co liczyć, ale w sierpniu przyjeżdża do Katowic wokalistka zespołu ze swoim projektem – Fever Ray. Chociaż tyle…




Ambi i Hiruko – maj 2009

Opublikowane w FOTO tagi , , , , 17/05/2009 przez: noktowizor

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

L.U.C: Tak, zagrałem z Dodą!

Opublikowane w MUZYKA, PUBLIKACJE, TXT tagi , , , , , , 07/05/2009 przez: noktowizor
L.U.C

L.U.C Fot. Bartłomiej Sowa

O produkcji muzyki filmowej, współpracy z Dodą, sobotniej bananowej kaszce i rytualnym oglądaniu westernów w dzieciństwie opowiedział DZIENNIKOWI Łukasz Rostkowski, wrocławski raper znany bardziej jako L.U.C.

(…Chcę ludzi bawić, dawać im pozytywną energię. Ale zależy mi także na tym, żeby zwracać uwagę na ważne zjawiska społeczne. Mówię więc o tych sprawach w nieco inny sposób, niż to się przyjęło. Lubię bawić się różnymi konwencjami, kontrastami i sklejać je w nieprawdopodobne historie, które bardzo często są na bakier z prawami fizyki i zdrowym rozsądkiem.(…)

więcej tutaj lub w jutrzejszym wydaniu warszawskiego dodatku do “Dziennika” – “Kultura”

FAITH NO MORE – BOGOWIE NADCIĄGAJĄ!

Opublikowane w MUZYKA tagi , , , , 07/05/2009 przez: noktowizor

FAITH NO MORE

Dziś żyję tylko jednym – 4 lipca, Gdynia, Festiwal Heineken Opener – wystąpi FAITH NO MORE!!!!!!!!!!!

i ja tam będę!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Latający Cyrk Telekomunikacji Polskiej SA

Opublikowane w OSOBLIWOŚCI, TAKIE TAM tagi , , , , , , , , , , 03/05/2009 przez: noktowizor

Miałem ostatnio sporo przygód z Internetem. Bynajmniej nie podczas jego używania, ale w związku z jego brakiem. Były to wydarzenia na tyle absurdalne, że warto jest je spisać.

Jakiś miesiąc temu zadzwonił do mnie dział handlowy TP S.A. z propozycją przedłużenia obowiązującej umowy. Oferta była prosta – płacę tyle samo, ale łącze będzie szybsze. Nie 1mb/s ale 2mb/s. Co miałem zrobić? Zgodziłem się, bo wydało mi się to atrakcyjne. Mniejwięcej tydzień później był już u mnie kurier z umową na nową usługę. Potem musiałem jeszcze troszkę poczekać zanim to uruchomią….tepsaA jak już uruchomili to dopiero zaczęło się dziać. Właściciwie to nic się nie działo, bo Internet padł. Telewizja – videostrada – połączona z tą usługą również zamilkła. Zadzwoniłem więc do serwisu zgłaszając problem. Odpowiedź techników przyszła dzień później – Pańska centrala ma za słabe parametry, żeby obsługiwać tak szybkie łącze. Ale jak to? Nie potrafiłem tego zrozumieć. Nikt nie umiał odpowiedzieć mi na pytanie dlaczego tak się stało, że ktoś sprzedał mi usługę, która nie działa. Jakieś mydlenie oczu o tym, że technicy nie mają możliwości, że tak się zdarza… Co mnie to obchodzi?! Zostałem oszukany. Sprzedano mi coś z czego nie mogę korzystać. Najgorsze było jednak rozwiązanie jakie zaproponowano mi w zamian. Miałem udać się do punktu obsługi klienta tzw. telepunktu, gdzie mógłbym zrezygnować z umowy i podpisać nową na innych warunkach. Zaraz, zaraz… Ale dlaczego ja mam gdzieś iść? Dla nikogo nie było problemem przyjęcie mojej deklaracji przez telefon, przysłanie kuriera. W momencie kiedy się okazało, że nawalili nie ma takiej możliwości. Nikt do mnie nie przyjedzie. Niczego nie załatwię przez telefon. Przez dwa dni użerałem się z pracownikami tepsy, żeby wreszcie wydębić coś od nich. Dostałem numer faksu, na który mogłem wysłać pismo w tej sprawie. Spłodziłem długi list i posłałem. Dzień później internet działał! I to na ustawieniach, które rzekomo miały nie działać. Wydawało mi się, że to moje zwycięstwo. Siła słowa pisanego, dokumentu wysłanego drogą oficjalną. Szczęśliwy ze zwycięstwa pojechałem na tydzień na Węgry.

Po powrocie wszystko nadal funkcjonowało tak jak trzeba. Ale tylko przez kilka dni. Potem znowu się coś schrzaniło. Kolejny telefon do serwisu i czekanie na odpowiedź. Po dwóch dniach otrzymałem informację, która wydała mi się z początku kpiną. Internet nie działał, bo moja centrala nie jest w stanie utzymać takiej szybkości łącza. Czyli wracamy do punktu wyjścia. Zeźlony tym wszystkim postanowiłem jednak wybrać się do telepunktu. Niech mają. Punkt dla nich.

W telepunkcie absurd gonił absurd. Okazało się, że nie mogę rozwiązać umowy! Dlaczego? Bo nie jestem osobą uprawnioną do podejmowania takich działań. Co?! To jakim cudem podpisano ze mną umowę?! Dlaczego dzwoniliście do mnie, a nie do osoby uprawnionej? O co chodzi?! Tłumaczenie było nieco zawiłe, ale generalnie chodziło o to, że kurierzy nie sprawdzają danych osób, które podpisują umowy. Na to ja, że nic mnie to nie obchodzi, że to ich problem z jakiej firmy kurierskiej korzystają. Ich obowiązkiem jest weryfikacja umowy. Moja, z racji tego, że została uruchomiona, teoretycznie taką weryfikację powinna przejść. Wolę sobie nie wyobrażać jak to wygląda. W każdym bądź razie musiałem ściągnąć do salonu Gosię, bo ona była uprawniona. Podpisaliśmy rezygnację. Pada pytanie – a przynieśli Państwo sprzęt? Znów moje oczy uległy gwałtownego poszerzeniu. Prawie mi gałki na podłogę spadły. Jaki sprzęt? Dlaczego?!! Przecież zaraz macie nam zaproponować nową umowę… Pani z telepunktu przyznała rację, że to dość sztywne procedury, ale ona nic na to poradzić nie może. Sprzęt został przypisany do nieważnej umowy, z której teraz rezygnujemy, więc musi być oddany. I okazało się jeszcze, że numer faksu, na które wysyłałem pismo jest nieważny. Dziwne, bo urządzenie wypluło potwierdzenie, że faks przeszedł…

Wybrałem się tam parę dni później. Już upoważniony do działania przyniosłem ich “zdobycze” techniki, żeby je oddać. Procedura trochę trwała. Ale już jestem czysty. Na koniec zadałem pytanie: to jak? kiedy będziemy mogli pogadać o nowej umowie? Pani pogrzebała nieco w komputerze i wyjaśniła – teraz w systemie jeszcze jest widoczna umowa, z której pan rezygnuje. To zajmie kilka dni zanim to zniknie. Potem musi pan trochę poczekać, żeby zadzwonił ktoś z propozycją. Jak się już pan zdecyduje to wtedy parę dni zajmie zanim przyjedzie kurier z nową umową i sprzętem. Na koniec parę dni poczekać trzeba, żeby technicy na nowo uruchomili usługę.

Skomplikowane to nieco, ale spróbowałem podsumować – to kiedy mogę liczyć na internet w domu? Dwa? Trzy tygodnie?

Pani z telepunktu pomyślała chwilę – no jakoś tak.

Kiedy to wszystko się działo nie próżnowałem. Zrobiłem rozeznanie u konkurencji. Oddawać sprzęt tepsy byłem w poniedziałek. Dzień wcześniej dzwoniłem do firmy Aster i złożyłem asterniezobowiązujące zamówienie na internet i telewizję. Dzień później, po wizycie w telepunkcie, potwierdziłem, że decyduję się na nowego operatora. Pytanie na infolinii – to kiedy możecie do mnie przyjechać? Pewnie jakoś po weekendzie majowym? Odpwiedź – niekoniecznie. Jeśli ma pan czas w czwartek rano to możemy być już za 3 dni.

Przyjechali. Godzinę im to zajęło. W cenie zbliżonej, a w okresie promocyjnym nawet niższej, do tego co było w tepsie, mam: 3mbs w ciągu dnia, 6mbs w nocy (TP SA dawało mi max 1mbs), telewizję w pakiecie podstawowym czyli 54 kanały (TP SA dawało coś ok. 30).

Jakieś pytania?

P.S. Niedawno dzwonili z TP SA. Najpierw pan rozbawił mnie pytaniem dlaczego rezygnuję. Odpowiedziałem mu, żeby sobie w systemie sprawdził, bo powinni mieć to odnotowane przez techników conajmniej dwa razy. Potem spytał czy może mi zaproponować nową umowę. Z ciekawości odpowiedziałem, że tak. Wówczas padło pytanie, po którym o mało co nie spadłem z krzesła – Jaka prędkość internetu pana interesuje? Zapytałem człowieka czy przypadkiem nie robi sobie ze mnie żartów, bo chyba powinien wiedzieć, że więcej niż 1mb/s się nie da, ale mnie oczywiście interesowałoby 6. Mimo małej lotności zrozumiał. I od razu wyskoczył z nową propozycją – to my możemy panu dać drukarkę! Rozbawiony poprosiłem o telefon później. Byłem w pracy.

Milczą. Od kilku dni. Martwię się o nich…

Węgry 2009 – Budapeszt i Eger

Opublikowane w FOTO tagi , , , , , , , , , 19/04/2009 przez: noktowizor

Dziś rano wróciłem z Węgier. Byliśmy w Budapeszcie i w Egerze. Generalnie wrażenia bardzo pozytywne. Niestety miałem nieudany start wyjazdu – przed podróżą zjadłem posiłek, który dzień później dał o sobie znać w dość dobitny sposób czego efektem był dzień wyjęty z życiorysu. Potem już było lepiej. Budapeszt to ciekawe miasto, powierzchniowo zbliżone do Warszawy, nieco mniej zaludnione. Optycznie robi jednak wrażenie znacznie większego, przestrzenniejszego. Jestem fanem komunikacji miejskiej w Budapeszcie – 3 linie metra (4 w budowie), autobusy, tramwaje, kolejki, trolejbusy i pociągi… Praktycznie wszędzie można się dostać w miarę szybko. Węgierska kuchnia nie powala – zdecydowanie za tłusta. Za dużo cebuli, oleju i majonezu. A smród z bud z jedzeniem nieprzyjemny i duszący… Ale za to wino wspaniałe. W Egerze (stamtąd pochodzi Krew Byka!) są piwniczki, w których można się napić wina prosto z beczki… Przed kupieniem jakiegokolwiek można próbować, smakować, sprawdzać… Trzeba uważać, bo nietrudno jest się upić…

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket
Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Kenureik Budapeszt!

Opublikowane w BZDETY tagi , , , , 12/04/2009 przez: noktowizor

Nie mam ostatnio czasu na bloga. Nie mam ostatnio czasu praktycznie na nic. W poniedziałek wieczorem jadę się zresetować na Węgry. Może nieco odpocznę. Kiedyś ze znajomym wygłupialiśmy się, że mówimy po węgiersku – wymawialiśmy wyrazy od tyłu. Zatem życzę sobie yżórdop jenadu!