To ostatni post tutaj, pod adresem noktowizor.wordpress.com. Przenoszę bloga pod swój własny adres www.noktowood.pl. Posiedziałem i pogrzebałem nieco, korzystam dalej z silnika WordPress, ale już w pełnej, całkowicie edytowalnej wersji. Przeniosę dużo materałów z tego bloga na nowego i oczywiście będę go uzupełniał nowościami.
Do zobaczenia pod nowym adresem!
Bramini przyszłości
Futurystyczna wizja Indii w „Rzece bogów” Iana McDonalda odświeżająco rozgrywa motywy znane z fantastyki i cyberpunku
Mogłoby się zdawać, że miejsce takie jak Indie – z całym swoim bogactwem i kolorytem: hinduskim mistycyzmem, kulturowym tyglem, ścieraniem się tradycji z nowoczesnością – stanowi dla pisarzy fantastycznych idealny temat. A jednak tak nie jest. Literatura SF niechętnie opuszcza Europę czy Stany Zjednoczone (wyjątek robiąc może dla Japonii) i choćby dlatego proza McDonalda wydaje się oryginalna. Wędrówki na inne kontytenty zdarzają się temu twórcy zresztą nie po raz pierwszy: wydana u nas kilka lat temu „Chaga” dzieje się w Afryce, a wielokrotnie nagradzana powieść „Brasyl” w Ameryce Południowej.
Egipiska regeneracja – video
Kilka filmików z naszego wypadu do Sharm El Sheikh.
Egipska regeneracja

Byliśmy tydzień w Egipcie, dokładnie w Sharm El Sheikh – mieście, które składa się z hoteli, sklepów, placów budowy, na których powstają nowe hotele, kilku meczetów, lotniska i osiedli dla Egipcjan, którzy w SSH pracują. Mieście, które istnieje tylko po to, żeby można tam było a) wypoczywać b) wydawać pieniądze c)pracować, a na pewno nie d) żyć. Wybraliśmy Egipt, a nie narty na Słowacji, bo oboje uznaliśmy, że rzeczą, której teraz nam potrzeba to światło słoneczne, woda. Pozytywny zastrzyk energii. Ostatnie kilka miesięcy dało nam w kość, więc wydawało się, że to dobry wybór, żeby naładować baterie. Nastawialiśmy się na to, że jedziemy do kurortu, w którym poza plażowaniem, kąpielami w morzu i basenie niewiele więcej da się zrobić… Ot takie miejsce, cenowo przystępne, dla leniwych turystów… Rozczarowaliśmy się i to bardzo, bardzo…. przyjemnie
Z wizytą na Pandorze…
Zaliczyłem wreszcie jedną z najważniejszych premier 2009 r. czyli najnowsze dzieło Jamesa Camerona „Avatar”. Pisząc „najważniejsza” nie mam na myśli „najlepsza”, bo to nie jest tożsame. Ale do tego czy film był dobry czy nie dojdę za moment. Wybraliśmy się na pokaz w 3D
do warszawskiego kina Cinema City w Arkadii. Chcieliśmy pójść do Imaxu na Sadybie, ale tam nie ma wolnych miejsc na najbliższe 3 tygodnie. Wszystko już zarezerwowane. A i tak jak rezerwowałem bilety na nasz seans, dwa dni przed, to sala była już prawie w połowie zapełniona. Avataromania trwa, kolejne rekordy oglądalności i wpływów bite są w tempie wręcz oszałamiającym… Dałem się ponieść tej fali i nie żałuję…





GADAJĄ